Czego nauczyłam się w podróży z dzieckiem

Kilka dni temu wróciliśmy z naszych pierwszych od pojawienia się Frania wakacji.  Na Malcie został więc oficjalnie pasowany na turystę. Polubił latanie (samolot jak wielka suszarka uśpił go skutecznie), swoim bezzębnym uśmiechem podbijał serca przedstawicieli wszystkich spotykanych nacji, napił się wody z morza, a mleko ciumkał chyba w każdym tamtejszym środku transportu (z promem i łodzią motorową włącznie). Nam udało się nie zgubić ani jego, ani bagaży (choć mało brakło), a do tego pozwiedzać, popływać, posnorkować i pojeść dobrych rzeczy, dość by poczuć, że się da i że warto.

Podczas naszej pierwszej podroży zagranicznej z dzieckiem nauczyłam się, że:

  1. To dorośli stresują się wyjazdem z dzieckiem. Dla dziecka zmiana miejsca jest zupełnie naturalna, bo zawsze ufnie podąża za rodzicami i jak gąbka chłonie atmosferę miejsca. Im więc swobodniej przychodzi ci bycie w drodze, za granicą, w środkach transportu, na lotnisku, promie, czy w nowym miejscu, tym łagodniej zniesie to bobas.
  2. Z maleńkim dzieckiem da się wypocząć i wcale nie trzeba zabierać ze sobą babci czy opiekunki. Jest jednak warunek – musisz lubić być w drodze i cieszyć się obecnością bobasa. No i zapomnieć o imprezach do rana, bo jak wszyscy wiemy, nie ma nic gorszego niż zajmowanie się dzieckiem na kacu :). A tak na poważnie – my potraktowaliśmy Franka nie jak wyzwanie czy problem, ale jak towarzysza podroży, który ma nieco inne potrzeby niż my – mniej lubi słońce, częściej potrzebuje odpoczynku, może nam w każdej chwili zmienić plany. Taka strategia się sprawdziła. Okazało się, że możemy zrobić i zobaczyć więcej niż zakładaliśmy, bo on przez większość czasu był cierpliwy i uśmiechnięty. Fakt, że Franek jeszcze nie raczkuje ułatwił sprawę, bo nie musieliśmy za nim gonić w tę i z powrotem (obalam więc mit, że z małym dzieckiem strach gdzieś wyjechać, przeciwnie – najmniejsze bobo jest najbardziej kompaktowe), a miejsce i czas wyjazdu wybraliśmy tak, by nie doskakiwał mu upał a nam tłok charakterystyczne dla wysokiego sezonu.
  3. Dziecko jest marudne, robi kupę stulecia lub coś go boli i płacze zawsze w najmniej odpowiednim momencie. To chyba zasada stara jak świat. – Dziecko lubi się rozchorować gdy rodzice są już spakowani na wakacje – powiedziała ze znudzeniem i westchnieniem pani doktor, u której byliśmy tuż przed wylotem, ratować jakoś Franka od nasilającego się przeziębienia. Ostatecznie mogliśmy polecieć, ale bagaż spuchł do granic rozsądku od kropel, maści i syropów. Polecały też nebulizator i dwa rodzaje aspiratorów do nosa. Trudno się mówi i podróżuje się dalej. Europejska Karta Zdrowia, specjalnie wyrobiona na te wakacje, dała bezpieczeństwo “w razie ‘w'”. Została nieużyta.
  4. Im mniej bagażu, tym lepiej. Bo ile by nie było, będzie za dużo do niesienia, a i tak potem się okaże, że zabraliśmy za mało bluzek z krótkim rękawem, a za dużo z długim, lub odwrotnie. Zabraknie też czegoś ważnego, co na szczęście uda się za wielkie pieniądze kupić na miejscu, a za to czegoś innego będziemy mieć pod dostatkiem i ostatniego dnia wakacji pojawi się dylemat: “Brać z powrotem do kraju, czy wyrzucić?” Ponadto, im więcej sztuk walizek, plecaków czy toreb, tym większe prawdopodobieństwo, że coś przepadnie. W drodze, zwłaszcza podczas przesiadek, w stresujących sytuacjach, o które z malcem nietrudno, o zgubę jeszcze łatwiej. Nam cudem udało się odzyskać zostawioną w taksówce torbę podręczną, w której był m.in. aparat fotograficzny, tablet, klucze do mieszkania, a także, o zgrozo szumiś, bez którego nasz Fran źle śpi, albo przynajmniej tak nam się wydaje. Po tej przygodzie obiecaliśmy sobie, że następnym razem ekonomiczniej się pakujemy, a na miejscu od razu wynajmujemy auto!
  5. Z dzieciem świat zwiedza się ciekawej. I poznaje znacznie więcej ludzi, niż gdy leci się jedynie z partnerem patrząc sobie przez całą drogę głęboko w oczy, mając cały świat głęboko gdzie indziej. Tym razem, zupełnie obcy nam ludzie, inni podróżujący lub mieszkańcy Malty, skuszeni uśmiechem puchatego bobasa zagadywali do nas we wszystkich możliwych językach, przepuszczali w kolejkach, ze zrozumieniem pomagali w sytuacjach kryzysowych, chwalili słowem i gestem. “Wszystkie dzieci nasze są” – ta reguła obowiązuje na całym świecie.
  6. Z dzieciem świat jest jeszcze piękniejszy. Bo na co by się nie popatrzyło, czy to lazurowa woda zatoki, czy połyskujące srebrzyście-kolorowe ryby pod nią, czy widok z samolotu na wulkaniczne wyspy, czy ukwiecony ogród, po którym spacerują dumnie pawie, czy może pachnący od przypraw targ – to wszystko blednie przy ckliwym obrazku z cyklu: ja, mój T. i nasze cudne bobo razem siedzimy na brzegu morza i patrzymy przed siebie.

Zakochani w swoich dzieciach rodzice – w drogę!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s