Oddział zamknięty

Całe moje ogarnięcie, pozytywne nastawienie i ustabilizowaną laktację szlak trafił, gdy lekarka dyżurna powiedziała, że Franio musi zostać w szpitalu. Ale jak to, przecież on tylko kaszlał. Przecież nie ma gorączki. Przecież to nasz cudowny dzidziuś. Do jakiego szpitala, jakie zapalenie płuc, nie chcę, boję się, nie dam rady. Gdy weszliśmy do przeludnionej sali, gdzie piątka dzieci kaszlala, prychła i rzygała gdzie popadnie, a ja usłyszałam, że brakło rozkładanych foteli więc noc spędzę na krześle, nabrzmiałe od dawno nie spijanego mleka piersi zaczęły swędzieć i boleć, a w głowie kręciło się z pragnienia i strachu o dziecko, doszłam do wniosku, że nie nadaję się na matkę-siłaczkę. Gorączkowo szukałam wyjścia – z tej sytuacji a najchętniej w ogóle ze szpitala. Może prywatna przychodnia? Może zastrzyki i pielęgniarka przychodząca do domu? Może brać Franka na ręce i uciekać, gdy nikt nie patrzy?

Pierwszej nocy nie spałam prawie wcale. Zaczęłam żałować, że do tej pory Franio nie dawał nam w tyłek i nie przywykłam do trybu zombi. Gdy jedno dziecko kończyło płakać, kolejne zaczynało. Bo było mu zimno/gorąco, nie mogło oddychać, chciało spać/nie chciało spać, miało kolkę/czkawkę/katar/kaszel/zatwardzenie/biegunkę/focha, bało się zastrzyku/kroplówki/inhalatora/lekarza/pielęgniarki/innego dziecka. Niepotrzebne skreślić. Rozkładany fotel z metalowych rurek i skaju, który jednak się dla mnie znalazł, był wybawieniem, choć pieruńsko skrzypiał przy każdym ruchu. Bałam się więc choćby drgnąć, by nie obudzić Frania czy innych dzieci, które jakimś cudem zasnęły.

Rano przyszło wybawienie. Leki zaczęły działać, Franek oddychał lepiej, a ja, jako jedna z nielicznych mam karmiących wyłącznie piersią, dostałam pokój z prawdziwym łóżkiem. Z pomocą Tomka na dwóch metrach kwadratowych urządziłam sobie i dziecku namiastkę domu, by spędzić tu prawie tydzień.

Na oddziale niemowlęcym życie toczy się przedziwnie, bardzo szybko i nieznośnie wolno na zmianę. Gdy nie ma badań, wizytacji lekarzy, inhalacji, napadów histerycznego płaczu, lub gdy akurat nie biegnie się do toalety lub do kuchni po wrzątek, chcąc wykorzytsać moment spokoju dziecka, gdy przez chwilę nic się nie dzieje, zmęczone matki zastygają przygarbione na krzesłach i zwieszają tępy wzrok nad ekranami telefonów. Czują, że nie opłaca się zaczynać czytać ani nawet próbować zasnąć, skoro za chwilę znów będą potrzebne. Zamierają więc w gotowści. Prędzej czy później rzężącym dziwękiem wezwie je podopiecznyy, wybudzi ze stanu czuwania, jak mechaników na wyścigu aut terenowych. Za chwilę będzie trzeba sprawnie zmienić koło lub pieluchę, dolać oleju lub mleka. Kto się nie wyrobi, oberwie wrzaskiem po uszach.

Gdy przerażonym szeptem po korytarzu wraz z zarazkami zaczyna krążyć plotka o rotawirusie, oddział zostaje zamknięty a rodzice zaczynają nerwowo patrzeć po sobie – kto to przyniósł, kto jest źródłem wszelkiego zła, kto skazuje nas na dłuższy pobyt? Zaczyna się niemalże kompulsywne mycie rąk, liczenie kup w stosunku do wypitych militrów i podejrzliwa obserwacja dzieci. Podłoga przy łóżeczku, gdy nie wolno wyjść z pokoju, ta ścieżynka półtora metra na pół metra, staje się bezlitośnie wydreptana. W głowie notuje się spostrzeżenia i rady dla siebie samej, co zrobić by tu więcej nie trafić. Wizja domu, ziemi obiecanej, staje pod znakiem zapytania, za każdym razem gdy cokolwiek jest nie tak. Łatwo tu dostać rozstrojenia nerwowego. Lekcja cieszenia się z małych rzeczy – jak choć pączków przemyconych tu przez męża w tłusty czwartek – gratis.

Na oddziale niemowlęcym śmiech i gaworzenie dziecka brzmią piękniej niż gdziekolwiek indziej. Strachy straszą bardziej, ale za to małe radości dają więcej pociechy. Bycie rodzicem jest trudniejsze ale też nabiera dodatkowego sensu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s